Inżynier Antoni (15.11.2017)

 
 
 

Sympatyczny, uśmiechnięty, otwarty. Takie sprawia pierwsze wrażenie. To wszystko prawda, ale na pierwszy rzut oka nie widać, że pod tą łagodnością kryje się żelazna konsekwencja, upór, „inżynierska” logika i dokładność. Mówi o sobie „inżynier”, chociaż jako emerytowany już adiunkt Politechniki Krakowskiej ma tytuł doktora. Ale to chyba właśnie przywiązanie do inżynierskiego, konstruktywnego myślenia sprawia, że woli się tak określać.
Antoni Zięba, założyciel i prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.
Zacznijmy od początku, czyli od chrztu św. Skąd to imię? Kim jest dla niego patron? Zastrzega się, że to nie „ten” święty Antoni, tylko jego imiennik, św. Antoni Zaccaria.
– Mama miała bardzo prostą zasadę: była nas czwórka, a każde z dzieci „przynosiło” sobie imię – za patrona dostawało świętego, w którego dniu się urodziło. Kłopot był z moją siostrą, która przyszła na świat we Wszystkich Świętych, ale mama rozstrzygnęła problem bardzo szybko, dając jej imię Królowej świętych: Maria. – mówi Antoni Zięba – A ja urodziłem się 5 lipca, w dniu św. Antoniego Marii Zaccaria, który miał szczególną wrażliwość na ubogich i chorych, wielkiego czciciela św. Pawła. Może stąd moje zainteresowanie dla spraw tych najbardziej potrzebujących, najbardziej bezbronnych ludzi. I pociąg do myśli św. Pawła.
Jest też trzeci święty, szczególnie bliski „Inżynierowi” – Maksymilian Kolbe, prekursor szerzenia wiary poprzez media. Jego kult wpoiła panu Antoniemu babcia Helena. – Miałem to szczęście, że urodziłem się w rodzinie katolickiej. Babcia była człowiekiem wielkiej wiary, modlitwy i kultu dla św. Maksymiliana. Uczyła mnie czytać na starych egzemplarzach „Rycerza Niepokalanej”. Do dziś pamiętam żółty papier i wyblakły niebieskawy kolor druku.

Zawsze był religijny, ale o kapłaństwie nie myślał. Jak na dziecko z górniczej rodziny przystało, chciał mieć w ręku konkretny fach. Skończył Politechnikę Krakowską na wydziale Budownictwa Wodnego i pozostał na uczelni. Tu się doktoryzował i wykładał aż do emerytury. Ale w międzyczasie, u progu zawodowej pracy, zdarzyło się coś, co wpłynęło na całe dalsze życie.
– To był sierpień 1979 roku. Byłem wtedy na praktyce inżynierskiej w Wiedniu. Świetnie znam niemiecki, więc czułem się tam jak w domu. Naprzeciwko pracowni był kościół Chrystusa Króla, gdzie chodziłem na Msze Święte. Wystawiono tam plakat ze zdjęciem zwłok dzieci pomordowanych w 5-6 miesiącu ciąży i wrzuconych do worka na odpady. Doznałem wstrząsu. Ta sprawa nigdy wcześniej mnie nie interesowała. We wrześniu wróciłem do Krakowa, do pracy na Politechnice. I wtedy ktoś – do tej pory nie wiem kto – położył mi na biurku materiał, w którym przeczytałem, że szacunkowa liczba mordowanych nienarodzonych dzieci w Polsce to w ciągu roku 1 milion! Ta liczba wstrząsnęła mną bardziej, niż plakat widziany w Wiedniu – mówi prezes Zięba. – Przeliczyłem, że codziennie w naszym kraju morduje się 2,5 tysiąca dzieci! Wtedy już wiedziałem, że muszę się tą sprawą zająć. Nie wiedziałem jednak jak.
Odpowiedź znalazł wkrótce, wczytując się w słowa Jana Pawła II wygłoszone podczas pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej. „Niech z tego miejsca do Wszystkich, którzy mnie słuchają tutaj albo gdziekolwiek, przemówi proste i zasadnicze papieskie wezwanie do modlitwy. A jest to wezwanie najważniejsze. Najistotniejsze orędzie!” I słowa Jana Pawła II wypowiedziane 8 czerwca 1979 roku w Nowym Targu „I życzę, i modlę się o to stale, ażeby rodzina polska dawała życie, żeby była wierna świętemu prawu życia. Jeśli się naruszy prawo człowieka do życia w tym momencie, w którym poczyna się on jako człowiek pod sercem matki, godzi się pośrednio w cały ład moralny, który służy zabezpieczeniu nienaruszalnych dóbr człowieka. Życie jest pierwszym wśród tych dóbr. Kościół broni prawa do życia nie tylko z uwagi na majestat Stwórcy, który jest tego życia pierwszym Dawcą, ale równocześnie ze względu na podstawowe dobro człowieka”. To papieskie wezwanie towarzyszyło Antoniemu Ziębie stale i towarzyszy nadal. Miał możliwość spotkać się z jego Autorem ponad 60 razy na audiencjach prywatnych. Watykan jest dla niego otwarty także i teraz – w czerwcu ubiegłego roku uczestniczył m.in. w Rzymie w obchodach Światowego Dnia „Ewangelii Życia”, podczas którego spotkał się z papieżem Franciszkiem.
– Adaś, zaczynamy od modlitwy! – powiedziałem wtedy do mojego kolegi z uczelni, Adama Kisiela, dziś redaktora naczelnego „Źródła”. Plan był taki: trzeba najpierw obudzić sumienie narodu, a potem znieść ustawę aborcyjną. Wydawało się to nierealne. Wielu ludzi, także katolików, śmiało się z nas, nie wierząc, że taka przemiana jest możliwa. Kiedy zaczynaliśmy modlitwę 12 października 1980 roku, mieliśmy świadomość, że będziemy prosić Pana Boga o dwa cuda – mówi inż. Zięba.
I wyprosili. Nie sami, lecz razem z dziesiątkami tysięcy uczestników Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci. Po 12 latach modlitw w Polsce nastąpił przełom cywilizacyjny – 7 stycznia 1993 roku Sejm RP anulował ustawę aborcyjną i przyjął prawo chroniące życie poczętych dzieci. Ta ustawa antyaborcyjna stała się na całym świecie inspiracją i nadzieją dla obrońców życia poczętych dzieci.
Z rzetelnych szacunków wynika, że jeżeli w 1980 roku dokonywano rocznie około 1 mln aborcji, teraz – w „podziemiu” jest ich około 10 tysięcy. Niektórzy powiedzą, że to o 10 tysięcy za dużo, ale Inżynier patrzy na to realnie: to 100 razy mniej, niż poprzednio. Za zakazem aborcji opowiadają się nie tylko katolicy. Według ogólnopolskiego sondażu przeprowadzonego w lipcu 2013 roku, 75 procent Polaków jest za prawem do życia wszystkich, bez żadnych wyjątków, poczętych dzieci. W sondażu internetowym tygodnika „Polska Newsweek”, na pytanie, czy prawo dotyczące aborcji powinno zostać zmienione, 92 procent ankietowanych odpowiedziało, że owszem – powinno zostać zaostrzone, 2 proc. uznało obecne przepisy za rozsądny kompromis, a jedynie 6 proc. uznało, że trzeba je zliberalizować. Wyniki są zaskakujące, bo przecież wypowiadali się na ten temat nie czytelnicy pisma katolickiego, lecz młode pokolenie dalekie na ogół od ulegania kościelnym wpływom.

  • Jestem mężem, ojcem, dziadkiem, ale moim szczególnym powołaniem jest obrona życia – uważa Antoni Zięba. Nie ma cienia wątpliwości, że Bóg wyznaczył mu właśnie takie zadanie. Jak je realizuje?
    Nie na darmo jednym z jego ulubionych świętych jest o. Maksymilian Kolbe, twórca przedwojennego „imperium prasowego”, który chciał dotrzeć do ludzi głównie poprzez wydawane czasopisma. Dziś do dyspozycji jest o wiele większy arsenał – radio, telewizja, Internet. Inż. Zięba nie rezygnuje z żadnej z tych możliwości. Zaczynał od …fotografii. Sądził, że jeśli jego zainspirował do działania wywieszony w wiedeńskim kościele plakat, podobnie przemawiać będą zdjęcia nienarodzonych dzieci, pokazujące, że od samego początku to ludzie, a nie „płody”. Tak powstał pomysł wystaw, które od dziesięcioleci spotkać można w kościołach całej Polski. – Wystawy zaczęliśmy organizować w 1980 roku. Od tego czasu było ich około 3,5 tysiąca! Gdyby policzyć widzów, okazałoby się, że to najliczniej odwiedzana wystawa w Polsce – mówi inż. Zięba. Ale zdjęcia, zdobywane z wielkim trudem, a udostępniane bezpłatnie, rozchodzą się dosłownie po całym świecie. Wykorzystują je obrońcy życia zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na Słowacji. Przez kilka dekad „nazbierało” się też miliony broszurek.

Dodaj komentarz