Kiedyś go ochrzciłem… (11.08.2018)

dav
 
 
 
dav

Jest radość. Ta prawdziwa radość, że Pan Jezus wciąż działa przez Was. Za każdym razem, kiedy chrzczę dzieci – chłopców czy dziewczynki, całe moje życie kapłańskie do tej chwili – w głębi mego serca, mówiłem i mówię w ciszy modlitwę – Panie Jezu, jeżeli chciałbyś to dziecko na wyłączność, ono jest Twoje… Nigdy nie miałem żadnego potwierdzenia, że ci, których ochrzciłem wybrali drogę do życia zakonnego czy do kapłaństwa. Ostatnio jednak Pan Jezus jednak sprawił mi niespodziankę. Kiedy pojechałem w ubiegłym miesiącu do parafii św. Alberta w Łodzi, był tam kleryk Piotr, który idzie już na piąty rok studiów. Zapytał mnie, w których latach byłem wikarym w tej parafii. Odpowiedziałem, że w 1995-96. – Wtedy się właśnie urodziłem i zostałem ochrzczony w kościele św. Alberta. Tylko nie wiem, czy to ksiądz mnie chrzcił, bo przecież było więcej księży – miał wątpliwości Piotr.
Gdy wróciłem wczoraj do Rzymu zatelefonował do mnie pytając, czy zobaczyłem fotografię, którą i przesłał. Prosił, bym potwierdził czy jestem na niej ja, czy inny ksiądz. Gdy spojrzałem na zdjęcie, które i nadesłał poznałem siebie… A klerykowi Piotrowi, za którego proszę byście się modlili, odpisałem bardzo krótko: To ja jestem. Cieszę się. Teraz będę modlił się, abyś doszedł do końca i został kapłanem.
Dlatego wszystkim mówię, że jest radość – módlmy się o nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego, bo Pan Jezus nas na pewno słyszy.
Ks. Jarek

Dodaj komentarz