Św. Maksymilian był nie tylko męczennikiem (18.10. 2017)

 
 
 

Kilkadziesiąt osób opuszczało salę kinową w absolutnym milczeniu. Młodzi, starsi, zakonnice…
Bo do tego filmu właściwie nie można dodać ani słowa. „Dwie korony” – historia o św. Maksymilianie Kolbe nie jest filmem fabularnym, a raczej fabularyzowanym dokumentem, w którym o świętym franciszkaninie opowiadają współbracia – już oczywiście z młodszych pokoleń, specjaliści zajmujący się badaniem jego życia (m.in. autor biografii Ryszard Terlikowski), duchowni (a wśród nich niemiecki ksiądz oprowadzający po hitlerowskim obozie zagłady). I sam reżyser – Michał Kondrat. Akcja toczy się tam, gdzie Rajmund Kolbe – „Szalony Maks”, jak nazywali go za młodu bracia franciszkanie – pozostawił swoje ślady. Jesteśmy więc m.in. w Krakowie, Rzymie, Nagasaki, Niepokalanowie i Auschwitz. Patrzymy na św. Maksymiliana nie tylko przez pryzmat jego męczeńskiej śmierci, ale całego niezwykłego życia, które zawierzył Maryi i w którym dokonał niewiarygodnie wiele. Był wizjonerem-naukowcem, którzy przewidział loty kosmiczne, szkicując 100 lat temu nawet rakietę, która bardzo przypomina późniejsze statki kosmiczne. Był dziennikarzem i wydawcą Rycerza Niepokalanej, który ukazywał się w nakładzie sięgającym miliona egzemplarzy. Nie znając ani Japonii ani japońskiego, w ciągu miesiąca zaczął też wydawać „Rycerza” w tym kraju. Pismo ukazuje się tam zresztą do dziś, tyle że w nakładzie 10 tys. egzemplarzy, a nie, jak w latach trzydziestych – sześćdziesięciu. Stworzył klasztor- miasto, czyli Niepokalanów, gdzie przebywało nawet 760 braci. Walczył z masonerią, w czasie okupacji pomagał Żydom. Jego życie pełne było dziwnych „zbiegów okoliczności”, które nazywał po imieniu cudami, ale największym cudem była jego śmierć i wydarzenia ją poprzedzające – to, że jemu, więźniowi udało się zmienić decyzję komendanta obozu. Zginął, ale zwyciężył.
Ten film, który w ostatnich dniach wszedł na ekrany polskich kin trzeba zobaczyć, żeby nie myśleć o św. o. Maksymilianie wyłącznie jako o męczenniku. Bo przecież – gdy w dzieciństwie Maryja dała mu do wyboru dwie korony – białą i czerwoną – wybrał je obie.
Barbara Rotter-Stankiewicz

Dodaj komentarz