Święty Charbel ma do mnie cierpliwość (20.04.2018)

 
 
 

O św. Charbelu usłyszałam po raz pierwszy kilka lat temu od ks. Jarosława. Teraz wydaje się, że było to bardzo, bardzo dawno, bo i dla niego był to wówczas nowo poznany święty, którym się zafascynował. I tak towarzyszył mi przez te lata – czasem z bliska, gdy ks. Jarosław kręcił film w Libanie, gdy wyjeżdżał tam na pielgrzymki, gdy zrodził się pomysł budowy repliki pustelni i zaczynały powstawać Domy Modlitwy św. o. Charbela, czasem nieco z oddali. Chociaż nie należę do Domu Modlitwy, jednak św. Charbel stał się dla mnie wyjątkowym świętym.
Od kilku miesięcy mam wobec niego dług, który chcę dziś spłacić świadcząc o pomocy, jakiej doznałam za jego wstawiennictwem. Całymi tygodniami dokuczał mi ból w lewym boku, pod i za żebrami. Był tak dotkliwy, że budził mnie nawet w nocy, a w dzień nie pozwalał np. normalnie siedzieć. Lekarz był bezradny, nie widział żadnego powodu dolegliwości, badania nie wykazywały żadnych zmian. Zaczęłam odprawiać nowennę do św. Charbela smarując obolałe miejsce. Po paru dniach wszystko ustąpiło i do tej pory ból nie powrócił. Gdy zaprzyjaźniony lekarz zapytał, co zrobiłam, że tak się stało, powiedziałam, że pomodliłam się do św. Charbela. Wcale się nie zdziwił… Minęło kilka miesięcy i podobne objawy wystąpiły po prawej stronie. I tym razem nowenna i olej pomogły. To już nie mógł być zbieg okoliczności.
Wiele razy podczas modlitwy o uzdrowienie prosiłam też, by minęły dolegliwości jelitowe, które nękały mnie kilkanaście lat i wobec których lekarze rozkładali ręce, polecając tylko leki objawowe, które też nie zawsze działały. Bywały dni, w które dosłownie bałam się wyjść z domu gdzieś dalej, a podróż w ogóle nie wchodziła w rachubę. Byłam już tym tak udręczona, że ostatnio kolejny raz poprosiłam o pomoc św. Charbela, a on znowu mnie wysłuchał. Od kilku tygodni wszystko się uspokoiło – mam nadzieję, że już na zawsze. Zbiegło się to w czasie z częściowym zastąpieniem leku na cukrzycę innym specyfikiem. Ale przecież nie odstawiłam tamtego lekarstwa całkowicie, tylko zmniejszyłam jego dawkę. A poza tym – jeśli jest to sprawa zmiany leku – ktoś musiał ją pani doktor, która prowadzi mnie od kilkunastu lat – to podpowiedzieć.
Przyznam się, że miałam duże opory przed „zawracaniem głowy” Panu Bogu i świętym swoimi dolegliwościami, będącymi niczym w stosunku do cierpień innych ludzi. Ale czasem i takie drobiazgi potrafią zatruć życie, więc w końcu ośmieliłam się poprosić św. Charbela, żeby wstawił się za mną. A on najwidoczniej mnie wysłuchał. Dziękuję. Także i za to, że kiedyś stanął na mojej drodze.
Barbara Rotter-Stankiewicz

Naczelny Redaktor portalu padrejarek.pl

1 Comment

  1. by Aga wlochy on 21 kwietnia 2018  06:42

    CHWALA PANU

Dodaj komentarz