Zmarł ks. Marek Kaczmarek, przyjaciel ks. Jarka (22.11.2017)

 
 
 

Dzisiaj przed południem zmarł nagle jeden z najbliższych przyjaciół księdza Jarka, kapłan Archidiecezji Łódzkiej – ks. doktor Marek Kaczmarek. Ksiądz Jarek prosi wszystkich o modlitwę w Jego intencji.
Ks. dr Marek Kaczmarek był wieloletnim celebransem mszy trydenckiej oraz duszpasterzem łódzkiego środowiska tradycji łacińskiej.
Pożegnanie śp. ks. Kaczmarka odbędzie się w poniedziałek w Łodzi (Msza pogrzebowa o godz.13, w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, odprowadzenie ciała do grobu o godz.15 na Cmentarzu Katolickim św. Józefa).

Przypominamy materiał filmowy zrealizowany w Łodzi w dniu 21.08.2017 pt. „Spotkanie z przyjacielem ks. Markiem”

7 Comments

  1. by bm on 24 listopada 2017  12:49 Odpowiedz

    Ten ksiądz był bardzo oddany dla chorych mimo, że znałem go tak krótko. Kiedy tylko się poprosiło, by przyszedł dodatkowo do chorych, zawsze to robił. Rozmawiał z chorymi i modlił się z nimi i spowiadał. Miał czas dla alkoholików, ludzi z marginesu (tzw. patologii), która była przywożona do szpitala w b. złym stanie. Człowiek ten dawał nadzieję im i angażował się sercem w posługę w naszym szpitalu. Szkoda, że tak krótko tu był i że tak szybko i nagle odszedł, a jeszcze 4 dni temu go widziałem..

  2. by Mariusz on 24 listopada 2017  21:18 Odpowiedz

    Żegnaj mój Ojcze Duchowy i do zobaczenia. Będę pamiętał - nie proś, a dziękuj Bogu. Dziękuję Bogu, że spotkałem Ciebie na swojej drodze. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Spoczywaj w spokoju.

  3. by Waldek on 27 listopada 2017  23:27 Odpowiedz

    Będę odwiedzał księdza na cmentarzu. Do zobaczenia.

  4. by Xyz on 28 listopada 2017  13:35 Odpowiedz

    Dziękuję że znałam

  5. by Konrad on 28 listopada 2017  23:02 Odpowiedz

    Drogi ks. Marku dziękujemy za posługę, pamiętam księdza z czasów duszpasterstwa akademickiego DA5 . Był ksiądz dla nas studentów teologiczną ostoją i wzorem . Również celebracja rytu Gregoriańskim w języku Łacińskim była księdza zasługą. Modlimy się za księdza.
    Boże! ten zmarły w domu Twym przebywał,
    U stołu Twego jadał, Ciebie wzywał,
    Na Twéj litości polegał bezpieczny:
    Daj duszy jego odpoczynek wieczny.
    Fr. Karpiński

  6. by Piotr on 3 grudnia 2017  10:00 Odpowiedz

    Będę pamiętał

  7. by Kasia Suliga on 6 grudnia 2017  09:49 Odpowiedz

    UWIŁ GNIAZDO.
    Odkrywał i tworzył. W jego dłoniach był Bóg. Bóg lubił być w jego dłoniach.
    Napełniali złoty kielich. Przemieniali suchą ziemię w urodzajne i złote plony. Skarbem był mu każdy kawałek ziemi. Jego małe stopy wciąż wędrowały niepewnie. Szukał słów by urodzić. To nie był człowiek z metalu. To dusza. Dusza czasami o nadszarpniętych nerwach. Siadał jak anioł stróż w twardym konfesjonale i cierpliwie czekał na człowieka. Złośliwi widzieli nad jego głową muchy. Był taki starodawny. Z jego włosów można było czytać o historii. Czytało się szlachtę, dwory, wojny, bohaterów dla potomnych. Jego DUSZA TOCZYŁA WCIĄŻ duchowe walki. Odnajdywał spokój przy czystym jak wykrochmalona serweta i zimnym jak tworzywo ołtarzu. Po chwili wewnętrznego drżenia. Tuż za chwilę. I ku wieczności. Zaczynało się Misterium. Mówił językiem pomieszanym ze snami. Językiem martwej łaciny, żywy i mały przed wiecznością. Odnajdywał drogi prowadzące do kolejnych duchowych komnat. Przemierzał labirynty metafizycznych strapień i pocieszeń.
    Opowiadał dzieciom o ludziach, których twarze mogłyby przypominać twarze słuchających na jedno "tak". Z jego opowieści wszystko wydawało się proste i czyste. Niedowidzący widzieli, głusi odzyskiwali słuch. Z góry przygrywał uradowany organista a anioły przychodziły by współuczestniczyć. Otwierał serca. Nawet święci, bo mieszały się wszystkie rzeczywistości w jedną całość przychodzili i słuchając spokojnie trzymali za ręce niedowiarków!
    Serca uderzały jak dzwony na Zmartwychwstanie. Dusze płomienne odpoczywały.
    Gdy ptak, który uwił gniazdo odleciał. To każdy stał się jak dziecko zakłopotany. Że tak mało. Że nie wie.
    Jedynym rozwiązaniem staje się pokora. Rozum chce zaufać. Palce napisać podziękowanie. Ramiona choć jeszcze raz opaść w zdumieniu.
    Zakłopotani jeszcze raz uwierzyli, że niedoskonałe przeistoczy się w doskonałe.
    Prześmiewcy zamykają datą histerii historię. Pycha rozkazuje zamknąć. Zarzucić. Przestać. Pochować. Zakopać. I zapomnieć. Przeszłość nazywają niepotrzebnością.
    Wtuleni w nuty. Oparci o liturgię. Syci Słowem. Wezwani. W końcu sami nazwali się przeszłością. Będąc. Czerpiąc. Idąc. Idąc. Idąc Idą.
    Aż materia zbrukanego ciała uszlachetni się w złoto. Aż umysł zacznie śpiewać psalmy. A gardło zaczerpnie wody. Bo gardło już wie, że jest gardłem osła.
    ***
    Usiedli półbogowie pychy by przewidzieć. By nazwać i określić początek i koniec. Wtedy ten co uwił gniazdo zapukał dziobem w szybę.

    ps. Napisałam to gdy przeniesiono go z parafii sw Józefa. Nie zapomnę go

Dodaj komentarz