Po co ksiądz przychodzi po kolędzie? (11.01.2019)

 
 
 

Wielu zapewne zadaje sobie to pytanie. Ci, którzy uważają się za niewierzących po prostu zamykają drzwi i nie widzą sensu przyjęcia kapłana w domu. Jednakże my dobrze wiemy, jak ważne jest błogosławieństwo mieszkania i jego pokropienie.
W niektórych regionach Italii tylko wspominają, że taki obrzęd istniał, bo w wielu miejscach kapłani już nie odwiedzają domów i nie błogosławią. Ludzie nawet na księdza nie czekają – sobie radzą po swojemu – przychodzą na Msze św. i nabożeństwa charyzmatyczne z wielkimi butelkami wody, święcą ją, a potem polewają mieszkanie. Poświęconą wodę również piją.
W Polsce wciąż jeszcze kapłani odwiedzają domy, błogosławią i rozmawiają z ludźmi. O czym?
Wszystko zależy od wiary, charakteru i stanu zdrowia rozmówców. I od sytuacji, bo zdarza się, że duszpasterska wizyta jest pełnym zaskoczeniem. Domownicy nieraz są jeszcze w łóżku i bywa, że ktoś w południe został obudzony, otwiera drzwi i chce zawołać: ja chyba jeszcze śnię, ksiądz w drzwiach! Zdarzają się sytuacje wręcz komiczne. Pamiętam, jak chodziłem po kolędzie jako wikariusz w dużej parafii w Polsce. Od bloku do bloku, od drzwi do drzwi. Gdy zadzwoniłem, w większości mieszkań najpierw słychać było szczekającego psa. Więc gdy otwierali mi drzwi, prosiłem tylko Pana Boga, żeby pies był mały. Takiego małego mogli szybko ujarzmić. Dużego trzymali pocieszając:- Niech się ksiądz nie boi, on jeszcze nigdy nikomu nie zrobił krzywdy. Ale nie brzmiało to przekonująco – psisko szczerzyło zęby i warczało zawzięcie – i jak się tu modlić?
We Włoszech błogosławią mieszkania w Wielkim Poście – chyba dlatego, żeby księdzu było cieplej. Zdarzyła mi się też śmieszna sytuacja, kiedy usłyszałem jak żona woła do męża: Kochanie, ksiądz chodzi… A mąż odpowiedział: Drobne leżą na stoliku. W innym mieszkaniu były uchylone drzwi, ale ludzi nie było widać, bo byli… pod stołem. Zdziwiony zapytałem – dlaczego tam jesteście? A oni zrozpaczeni poprosili o modlitwę – bo ich pies kończył żywot. Więc cóż mogłem zrobić – tylko się pomodlić. Różni ludzie, różni księża na kolędach.
Wczoraj ktoś mi opowiadał, że czekali na księdza do późnego wieczora. W końcu przyszedł: zziajany, wyczerpany, pół żywy. Żalił się, że nie sypia. Opowiedział o swoich chorobach, o swoim bezdechu, i o swoim hobby – kolekcjonowaniu zabytkowej broni. Na to, żeby ich wysłuchać, czasu już nie było, ale nie mieli pretensji – ksiądz też człowiek. Mieszkanie poświęcił, ich pobłogosławił. Dobrze, że przyszedł. Mówi się, że gość w dom, Bóg w dom. A można: gdzie ksiądz w dom, tam błogosławieństwo dla mieszkańców. Więc nie zamykajmy drzwi, przyjmijmy to błogosławieństwo, bo ono jest rodzinie każdej i każdemu potrzebne. Nawet gdyby ksiądz tylko przyszedł i milczał.
Pamiętajmy o księżach, którzy w tym czasie ciężko pracują – przychodzą ze szkoły, gdzie uczą, a później muszą odwiedzić kilkadziesiąt rodzin. Nie jest to łatwe. Zaproponujmy coś do picia, do zjedzenia. Ale przede wszystkim wspierajmy ich w tym czasie modlitwą.
Ks. Jarek

Leave a reply

Your email address will not be published.