Senigallia (3.12.2019)

 
 
 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem nazwę tego miasta, nie wiem dlaczego, od razu na pamięć przyszły mi słowa Juliusza Cezara z początku jego dzieła Commentarii de bello Gallico (Pamiętniki o wojnie galijskiej), które w oryginale brzmią tak: Gallia est omnis divisa in partes tres, quarum unam incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam qui ipsorum lingua Celtae, nostra Galli appellantur (Cała Galia została podzielona na trzy części, z których jedną zamieszkują Belgowie, drugą Akwitańczycy, a trzecią ci, którzy w swoim języku są nazywani Celtami, a w naszym Gallami). Dla mnie seni, zabrzmiało jak semi. Po łacinie, z przedrostkiem semi, Semigallia, znaczyłaby pół Gallia. Trochę prawdy w tym jest, ponieważ miasto został założone w trzecim wieku przed Chrystusem, przez celtyckie, czyli według Juliusza Cezara, galijskie plemię Senonów. W 295 r. p.n.e. po bitwie pod Sentinum Senigallia została przejęta przez Rzymian stając się stolicą Ager Gallicus.

Pomimo odległości w czasie i przestrzeni, Juliusz Cezar i jego język są nam bardzo bliskie, w naszym kraju nad Wisłą. Dlatego też wyprawa do Senigalli nie była wyjazdem na jakieś egzotyczne antypody. Ale mimo to była wyjazdem do czegoś innego.

Różne są filozofie podróży. Jedni podróżują, aby zobaczyć coś nowego, albo to, co teraz jest w modzie do oglądania, inni dla radości samego podróżowania, a ja aby odwiedzić przyjaciół, tam gdzie żyją, aby przez to jeszcze lepiej ich poznać i zrozumieć, a przede wszystkim ucieszyć się ze spotkania z nimi.

Senigallia w lipcu ukazuje nam w pełnym blasku to, z czym kojarzą nam się Włochy: z cudownym słońcem, pięknym morzem, wspaniałymi zabytkami i niesamowitą kuchnią. Dlatego też ludzie, którzy żyją w takim otoczeniu są też cudowni. Ponieważ, poza słońcem i morzem, cała reszta jest wytworem ich pracy, fantazji i serc. Miasto to zostało stworzone na ludzką miarę: nie jest ani za duże, ani za małe, tak aby znajdowało się tutaj wszystko, co potrzebne do życia, ale aby miasto nie przytłaczało. Świadectwem umiłowania rzeczy pięknych są zabytki miasta, a zwłaszcza liczne kościoły, które są wyrazem nie tylko zmysłu artystycznego mieszkańców, ale także ich wiary. Otwarcie się na duchowość w jakiś sposób wpływa na sposób przeżywania tego, co potocznie nazywamy życiem. Jak to często we Włoszech bywa, niepozorna forma zewnętrzna budynków kryje w sobie prawdziwe skarby. W wielu niepozornych na zewnątrz domach zachowały się stare freski, które z powodzeniem mogłyby zdobić królewskie komnaty. Powiązanie dawnych wieków ze współczesnością sprawia, że upływ czasu odczuwa się tutaj mniej dramatycznie i proces ten wydaje się czymś naturalnym.

Jednym z najbardziej znanych mieszkańców Senigalli był Giovanni Maria Mastai Ferretti, który urodził się w tym mieście w dniu 13 maja 1792 r., a zmarł w Rzymie w 7 lutego 1878 r. Został wybrany na papieża 16 czerwca 1846 r. i przyjął imię Piusa IX. Jego pontyfikat był najdłuższy, po pontyfikacie św. Piotra, i trwał 31 lat, 7 miesięcy, 21 dni, w sumie 11 559 dni. 3 września 2000 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił Piusa IX błogosławionym. 32-letni pontyfikat Piusa IX (1846-1878) wydał wspaniałe owoce: ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, Sobór Watykański I i ogłoszenie dogmatu o nieomylności papieskiej. Był to jednak pontyfikat niełatwy. Papieżowi Piusowi IX przyszło żyć w burzliwych czasach, musiał nawet uciekać z Rzymu przed rewolucjonistami. Po upadku Państwa Kościelnego w 1870 r. papież ogłosił się więźniem Watykanu. W Senigalli, w jego domu rodzinnym, zostało urządzone muzeum ku jego pamięci. Pamiątek po tym świętym papieżu zachowało się dość spora. Wzruszająca jest także pieczołowitość, z jaką są one chronione. Zapewne w dużej mierze na uformowanie się jego osobowości miało wpływ rodzinne miasto. Nie tylko jego mieszkańcy, ale także ulice, budynki, kościoły i to wszystko, co składa się na jego zewnętrzny wygląd i duchowy klimat.

Letnią porą ilość mieszkańców Senigalli zwiększa się o dużą ilość przybywających turystów, którzy oblegają złociste plaże i korzystają z uroków morza i słońca. Zapewne kolejnym magnesem jest atmosfera miasta, która niesie z sobą pokój i optymizm. Można to było zobaczyć na twarzach przechodniów, którzy najwidoczniej nie spieszyli się nigdzie, a po prostu cieszyli się chwilą bycia w pięknym miejscu, otoczeni morzem i słońcem. Jeden z symboli miasta jest Rotonda al Mare. Jest to drewniany budynek wybudowany na palach tuż nad morskimi falami, gdzie okazjonalnie odbywają się koncerty, a który intryguje każdego przybysza pytaniem o swoje przeznaczenie. Podczas mojego pobytu w Senigalli, jednego wieczoru z Rotondy w niebo wzbiła się magia sztucznych ogni. Przez jakiś czas ciemne niebo nad Senigalią zamieniło się w tło dla kolorowych, abstrakcyjnych obrazów jak ze snu. Rodowitych mieszkańców można bardziej spotkać w centrum miasta, gdzie w kawiarniach ukrytych pod arkadami, albo w miejscach bardziej osłoniętych, toczą nieustanne dywagacje nad teraźniejszością, przeszłością i czasami, które mają dopiero nadejść. Miejscem takich spotkań jest również Foro Annonario, czyli rynek, gdzie codziennie odbywa się targ owoców, warzyw i ryb. Swoją architekturą przypomina parterowe Koloseum, albo też miejsce, gdzie mogłyby odbywać się corridy, ale nie jestem pewien, czy z tą drugą hipotezą zgodziliby się mieszkańcy Senigalli. Rynek ten zaprojektowany został w 1834 r. w stylu neoklasycystycznym i charakteryzuje się okrągłym portykiem z 24 kolumnami doryckimi. Autorem tego projektu był architekt Pietro Ghinelli, rodowity mieszkaniec tego miasta.

Innym symbolem miasta jest tzw. Rocca, będąca rodzajem fortecy, zwana też Rocca Roveresca od rodziny della Rovere, która nadała ostateczny kształt tej budowli, około 1480 r. Początki fortecy sięgają czasów rzymskich, była to budowla o przeznaczeniu militarnym, potem zmieniała wygląd i przeznaczenie, służąc jako rezydencja wielkopańska, więzienie, sierociniec, a ostatecznie stała się muzeum. Chociaż z dawnej świetności we wnętrzach nie wiele zostało, to w każdym bądź razie do dziś kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic. Miło było w towarzystwie przyjaciół przejść przez ten kawał historii i ze szczytu fortecy spojrzeć na teraźniejszość. Niestety, jak powszechnie wiadomo czas to rzeczywistość bardzo względna. Kiedy czekasz na pociąg albo samolot, wlecze się bez miłosierdzia. Natomiast kiedy uczestniczysz w czymś radosnym, biegnie jak szalony. Tak niestety biegł czas w Senigalli, zostały jednak piękne wspomnienia, których czas nie zdoła nigdy wytrzeć z pamięci.

Ks. Henryk M. Jagodziński

Źródło:wrodzinie.pl

Leave a reply

Your email address will not be published.