Egzotyczne Alleppey (17.04.2018)

 
 
 

Alleppey, Kerala, jak i całe Indie różnią się od naszego pięknego kraju, i to nie tylko obecnością egzotycznej roślinności oraz wysokimi temperaturami. Taką istotną różnicą w krajobrazie Indii i Polski jest obecność wielu niechrześcijańskich świątyń oraz mniejszych miejsc kultu, przypominających czasem nasze kapliczki. Po obejrzeniu katolickich kościołów pierwszym miejscem, do którego zabrali mnie moi przewodnicy była miejscowość Karumady, niedaleko Alleppey. W tym miejscu znajduje się Karumadikkuttan,  czyli posąg Buddy, a raczej połowa tego posągu, ponieważ brakuje mu całej lewej strony. Podobno tego uszkodzenia miał dokonać słoń, chociaż nigdy się nie dowiedziałem, w jakich okolicznościach to się stało, i czy był to czysty przypadek. Przedstawiony Budda ma postać smukłego młodzieńca w tak charakterystycznej dla hinduistycznej sztuki sakralnej formie.

Karumadikkuttan dosłownie oznacza chłopca z Karumady. Posąg posiada ponad metr wysokości i wykonany jest z czarnego granitu. Przypuszcza się, że powstał około XI w. Nie wiadomo kiedy posąg znalazł się w pobliskim strumieniu o nazwie „Karumady thodu”. W latach trzydziestych XX w. Sir Robert Bristow, brytyjski inżynier kolonialny, odnalazł  posąg i podjął odpowiednie działania mające na celu jego zabezpieczenie. Obecnie statua znajduje się pod ochroną rządu stanu Kerala. Po odnowieniu posąg umieszczony został w typowej dla buddyzmu okrągłej stupie. Kiedy tam przybyliśmy przed samym posagiem stało jedno naczynko z indyjskimi kadzidełkami, a obok niego dwie lampki oliwne. We wnętrzu, pod ścianą, na wszelki wypadek, stała mała, plastikowa butelka z oliwą do lampek. Całość została ogrodzona i powierzona opiece stróża, który czuwał nad całością z małej stróżówki. Niedaleko stupy, na pobliskiej ławeczce siedziało trzech indyjskich dżentelmenów, którzy trochę się ożywili na nasze przyjście. Nie wyglądali na pielgrzymów i chyba nawet nie byli buddystami. Zwyczajnie, spędzali wolny czas, jak to się dzieje pośród męskiej populacji w wielu miejscach na świecie. Przyszli zapewne odpocząć w cieniu drzew i odprężyć zmęczone oczy widokiem pobliskich rozlewisk, nad którymi położone jest to miejsce. Z wizytą przybył tutaj także w 1965 r. Dalajlama, duchowy przywódca buddyzmu.

Niedaleko od Karumady znajduje się sławna świątynia Ambalappuzha Sri Kriszna, poświęcona hinduskiemu bóstwu Krisznie. Oczywiście wielu słyszało, a może nawet widziało w niektórych miastach europejskich małe grupki wyznawców Hare Kriszna, śpiewające mantry w rytm bębnów i dzwonków. Należą oni do Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ang. International Society for Krishna Consciousness, w skrócie ISKCON, organizacji wzbudzającej liczne kontrowersje w wielu krajach), jednak nie ma ona nic wspólnego w sensie organizacyjnym ze świątynią Ambalappuzha. Sam Kriszna ma być ósmym awatarem Wisznu, czyli wcieleniem jednego z najgłówniejszych bóstw hinduizmu należącego do  hinduskiej trójcy Trimurti, obok Brahmy i Sziwy. Powszechnie uważa się, że świątynia Śri Kryszna została zbudowana na przestrzeni XV-XVII w.  Czczony tutaj idol przedstawiany jest z biczem w prawej ręce i Shankhu (świętą muszlą) po lewej stronie. Świątynia ta jest bezpośrednio związana ze świątynią Guruvayoora Sree Kriszny. Podczas najazdu sułtana Tipu w 1789 r. figura Śri Kryszny ze świątyni Guruvayoor została przywieziona do Świątyni Ambalappuzha w celu uchronienia jej przed muzułmańskimi najeźdźcami. W świątyni Ambalappuzha serwowany jest payasam, czyli pudding ryżowy. Oprócz ryżu, używa się do jego wytwarzania także mleka.

Z powstaniem tego puddingu związana jest ciekawa legenda. Otóż Kryszna przybył na dwór panującego w tym regionie maharadży pod postacią mędrca i zaproponował mu grę w szachy. Monarcha uwielbiający grę w szachy i odnoszący w niej spore sukcesy, chętnie przystał na przedłożoną mu propozycję. Nagrodę należało ustalić przed grą. Maharadża nie wierzył w to, że ten skromny mędrzec z nim wygra, dlatego okazał wielką hojność i pozwolił mu o osobiste wybranie nagrody, nawet gdyby to była połowa królestwa. W odpowiedzi mędrzec powiedział władcy, że tak naprawdę jest bardzo skromnym człowiekiem i posiada bardzo małe wymagania życiowe, dlatego zadowoli się kilkoma ziarenkami ryżu. A ponieważ bardzo lubi szachy, to do ustalenia konkretnej liczby ziarenek posłuży się szachownicą. Maharadża już nawet nie chciał zagłębiać się, jak to się będzie liczyło i od razu się zgodził. Mędrzec jednak dokładnie poinstruował monarchę, w jaki sposób chciałby ustalić odpowiednią ilość ryżu jako ewentualną wygraną. Ilość ziarenek miała być ustalona w następujący sposób: jedno ziarno ryżu zostanie umieszczone na pierwszym kwadracie, dwa ziarna na drugim kwadracie, cztery na trzecim kwadracie, osiem na czwartym kwadracie, szesnaście na piątym kwadracie i tak dalej. Każdy kwadrat będzie miał podwójną wartość swojego poprzednika. Król pomyślał, że ten mędrzec aż taki mądry to chyba nie jest. Nawet jakby jakimś cudem wygrał, to nagrodą za grę z maharadżą miała by być śmieszna garstka ryżu, dlatego też nalegał aby do ziarenek ryżu dorzucić jeszcze jakieś wartościowe przedmioty, ale mędrzec uparcie odmawiał. Zaczęto więc grę i, ku wielkiemu zdumieniu maharadży, a jeszcze większemu asystujących dworzanom, król przegrał. W duchu monarcha ucieszył się, że jednak ten naiwny mędrzec, chociaż dobry szachista, nie zażądał czegoś naprawdę wartościowego. Przystąpiono więc do odmierzania ustalonej nagrody. Kiedy zaczęto dodawać ziarna ryżu na szachownicy, radość maharadży szybko przeminęła i od razu zrozumiał prawdziwą wartość dodawanych ziarenek na szachownicy. Przy dwudziestym kwadracie liczba ta osiągnęła milion ziaren ryżu, a na 40-ym polu  stała się już milionem milionów. Okazało się, że w monarszym spichlerzu nie znajdzie się wystarczającej liczby ryżu. Maharadża zrozumiał, że nawet jeśli dostarczy cały ryż ze swego królestwa i sąsiednich królestw, nigdy nie będzie w stanie wypłacić obiecanej nagrody. Liczba ziaren wzrastała wraz z postępem geometrycznym, a całkowita ilość ryżu potrzebna do wypełnienia szachownicy o 64 kwadratach wynosi ((2 ^ 64) – 1), co jest równe liczbie 18 444 744 070 709 551 615, a przekłada się na tryliony ton ryżu. Maharadża zasępił się bardzo, bo oto okazało się, że nie może spełnić danego słowa. Widząc smutek i zasępienie na twarzy monarchy, mędrzec ukazał się królowi w swojej prawdziwej formie, czyli jako bóstwo Kryszna. Powiedział królowi, że nie musi natychmiast spłacać długu, który może uiścić w miarę upływu czasu. Dzięki temu codziennie w świątyni Śri Kriszna maharadża mógł spłacać swój dług ofiarując przybywającym pielgrzymom payasam, zrobiony z ryżu, dopóki dług nie zostanie spłacony. Z tej legendy można w nieskończoność wyciągać rozmaite wnioski, jak ziarenka ryżu na szachownicy: Najbardziej podejrzane są najprostsze rozwiązania; Nigdy nie trzeba ulegać pierwszym wrażeniom; Warunki umowy trzeba czytać ze zrozumieniem i do końca; Nigdy nie trzeba ufać do końca swoim umiejętnościom i szczęściu; W żadnym wypadku nie zajmować się hazardem, itd.

Następnym etapem naszej egzotycznej wędrówki w okolicach Alleppey była świątynia Kidangamparambu Sreebhuvaneswary. Podobno jest jedną z najstarszych świątyń w okolicy.  Nad wejściem na teren świątyni wznosi się wieża w formie piramidy ze ściętym wierzchołkiem. Cała wieża otoczona jest mnóstwem figur, utrzymanych w tonacji niebieskiej. Generalnie obowiązuje zakaz robienia zdjęć, ale za drobną opłatą takie zezwolenie można uzyskać. Świątynia poświęcona jest bogini Sree Bhuvaneeswari Devi, która miała być matką królowej wszystkich światów. Pomimo to znajdują się tam również historia życia Kriszny przedstawiona w formie płaskorzeźb umieszczonych na ścianach wewnętrznego dziedzińca. W jednej z kapliczek siedział bramin, odmawiający jakieś mantry, i kiedy nas zobaczył zachęcającym gestem ręki zaczął nas przywoływać. Również gestami rąk odpowiedzieliśmy mu, że się śpieszymy. Według legendy Marthanda Varma (1705-1758), potężny władca Venadu, na południu Indii, po zajęciu Chempakassery, podjął decyzję o marszu na Koczin. Jego żołnierze obozowali w na północnym krańcu Chempakassery, gdzie w pobliżu znajdował się las z ciernistymi krzakami. Żołnierze wykorzystywali to miejsce jako toaletę. Wkrótce, wśród wojska maharadży, zaczęła się szerzyć ospa. Oczywiście Marthanda Varma udał się o poradę do wróżbitów, którzy orzekli, że na terenie lasu, gdzie żołnierze chodzili za potrzebą, znajduje się pod ziemią starożytna świątynia. Stąd zapewne ospa jest karą za zbezczeszczenie świętego miejsca. Monarcha nakazał wykopaliska w nieszczęsnym miejscu, i podobno rzeczywiście odnalezione ruiny starej świątyni. Po takim odkryciu król nakazał wybudowanie nowej, wspaniałej świątyni, która istnieje do dnia dzisiejszego. Pomimo całej egzotyki tych miejsc, ciekawych opowieści i zadziwiających budowli, rzeźb i malowideł, to jednak czułem się tam dziwnie obco. Nie muszę chyba dodawać, że zupełnie inaczej było w kościołach – tam czułem się jak „w domu”, chociaż do prawdziwego domu było prawie 6700 km.

Ks. Henryk M. Jagodziński

Źródło:wrodzinie.pl

Dodaj komentarz