Modlitwa na Monte Cassino (6.02.2018)

 
 
 

Ks. Jarosław wrócił wczoraj z Graniano do Rzymu. Po drodze zatrzymał się na Monte Cassino. Z autostrady widać opactwo benedyktyńskie i zawsze – jak mówi – modlił się patrząc w tamą stronę w intencji tych, którzy oddali życie za ojczyznę. Wczoraj jednak zboczył z autostrady, aby wjechać na wysokość 500 m n.p.m. (tyle ma Monte Cassino) i pomodlić się na polskim cmentarzu wojskowym, na którym spoczywa 1072 polskich żołnierzy.
Został tam również pochowany Władysław Anders, który zmarł w Londynie w 1970 roku. Na murze wokół cmentarza umieszczono sentencję: „Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”.
Na cmentarzu ks. Jarosław spotkał również Polaków, którzy przybyli w pielgrzymce z okolic Gdańska, a także polskiego księdza, będącego proboszczem w Austrii, który przyjechał z przyjaciółmi z Bydgoszczy. Jak mówił dozorca cmentarza, w tych miesiącach nie przybywa tam wielu Polaków, ale od marca na pewno będzie ich więcej. Zawsze przybywają licznie, żeby się pomodlić za polskich bohaterów.

Dwa powody przynagliły ks. Jarosława, żeby udać się na modlitwę na Monte Cassino. Pierwszy – gdy jednemu z Włochów powiedział, że jest tam polski cmentarz, a on odpowiedział: nie wiedziałem. Dlatego ksiądz chciał o tym jakże ważnym miejscu dla Polaków, opowiedzieć również w języku włoskim. Drugi powód to obecna sytuacja w naszej ojczyźnie – jak wielu pragnie zafałszować historię Polski, jak wielu zależy na tym, aby Polskę przedstawić jako kraj odpowiedzialny za powstanie obozów koncentracyjnych, jak wielu chce zmanipulować naszą historię. To już nie jest nienawiść do naszego narodu, ale pogarda.
– Za co? – pyta ks. Jarosław. – Że nasi synowie spoczywają w ziemi w różnych miejscach świata, gdzie polegli za wolność nie tylko Polski, ale i innych krajów? Jeżeli tak będą dalej fałszować historię z nienawiścią i pogardą, to może za jakiś czas usłyszymy, że tam leżą niemieccy żołnierze, że to nie ponad 1000 Polaków oddało życie i zdobyło tę trudną górę pokonując wroga, tylko że uczynili to żołnierze innych narodowości. Trzeba nam teraz wszystkim to przypominać, że Polacy byli pierwsi i zwyciężyli. Że tamtego 17 maja 1944 roku gen. Władysław Anders dał rozkaz wszystkim, by ruszyć do ataku i zatrzymać wroga. Razem z żołnierzami walczyli kucharze i kierowcy, a wraz z nimi legendarny przyjaciel II Korpusu – niedźwiedź Wojtek. Oby tylko z niedźwiedzia Wojtka nie zrobili psa, którego pewnie dokarmili tuszonką…- mówi ks. Jarek. I dodaje: – Wczorajsza modlitwa Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo była dla mnie wielkim przeżyciem. Trzeba nie tylko mówić innym, że oni zginęli za ojczyznę, za nasz naród, ale że Polak walczy narażając i często tracąc życie w obronie każdego. Już nie wystarcza, by mówić o tym tylko w języku polskim, ale światu chcę mówić – jako polski ksiądz.
Ks. Jarek zauważył również istotny zbieg wydarzeń: 18 maja 1944 roku na zgliszczach opactwa benedyktyńskiego zatknięto flagę polską, a w południe rozbrzmiał hejnał krakowski. Dokładnie 18 maja, 24 lata wcześniej, urodził się późniejszy biskup krakowski Karol Wojtyła.

(oprac. BRS)

 

Dodaj komentarz