Różaniec

 
 
 

Kto mówi różaniec, ma Światło.

Jedną z największych barier, która odgradza nas od działania zła, daje pewność oczyszczenia i ochrony duchowej jest prawdziwa miłość oparta na fundamencie pokory. Modlitwa różańcowa stanowi wielką siłę przeciwko szatanowi. Często ludzie, którzy są dotknięci działaniem złego czy jego obecnością, doznają niezwykłych znaków świadczących o tym, jak bardzo zły duch nienawidzi różańca. Sama modlitwa różańcowa jest przecież pozdrowieniem Matki Najświętszej, jest jakby wołaniem dziecka do matki: mamusiu! A gdy dziecko tak woła, to matka przychodzi. Gdy przywołuje ją często, to wciąż jest obok, bo ta więź jest bliska. A kiedy Ona, Matka Najświętsza jest obok, to szatan się boi, lęka i prosi o litość.

W ubiegłym roku, w drugiej połowie sierpnia, doświadczyłem tego właśnie działania, kiedy przywiozłem obraz niegowickiej Matki Bożej Wniebowziętej, która pielgrzymuje w tym wizerunku po całej Europie, do parafii w Pieszycach na Dolnym Śląsku. Msza św. była odprawiana na boisku, gdzie ustawiono ołtarz polowy. Przez cały czas sprawowanej Eucharystii młoda opętana kobieta była znakiem demonstracji szatańskiej. Ludzie utworzyli wielki krąg, i wszyscy słyszeli, jak szatan wołał i krzyczał, widzieli, co działo się z ciałem tej kobiety. Wiele osób spontanicznie sięgnęło po różaniec, a zły duch wołał: „Ona tu idzie!”  co odnosiło się do Matki Bożej. „Ona tu jest i miażdży moją głowę”. Ludzie odmawiali różaniec tym usilniej. Po tej modlitwie kobieta, która była doświadczana obecnością zła od 10 lat i od dawna poddawana egzorcyzmom – uspokoiła się.

Kiedyś modliłem się też w moim mieszkaniu, w obecności świadków, nad opętaną osobą. I wszyscy widzieli, jak podczas modlitwy różaniec był rozrywany. Widocznie zły duch nie chciał, by ta modlitwa była odmawiana.

Kilka lat temu byłem z wizerunkiem Matki Bożej Wniebowziętej na Mazurach.  Wypłynęliśmy z nim na jezioro. Była ze mną wtedy m.in. matka św. ks. Jerzego Popiełuszki. Nagle na całkowicie spokojnym jeziorze uczynił się wir, który zaczął kręcić łodzią. Chwyciłem jedną ręką obraz, drugą różaniec. Mama i rodzeństwo księdza Jerzego modlili się głośno. W pewnym momencie zobaczyłem, że różaniec, który miałem w ręce, został porozrywany na części.

Bł. Jan Paweł II odmawiał różaniec stale, a pod koniec życia nie rozstawał się z nim. Ceremoniarze sprawdzali, czy nie ma go w dłoniach, gdy miał się witać z dostojnikami. Kiedyś powiedział do ceremoniarzy, że jest to wielka modlitwa chroniąca przed szatanem i jego działaniem. Jest ona jak egzorcyzm. Różaniec ma taką moc.

Ja bym powiedział: ta modlitwa połączona z miłością stanowi wielki mur, przez który niełatwo się jest przedostać szatanowi. Wielu ludzi zasypia trzymając w dłoni różaniec. Czyńcie tak, módlcie się na różańcu nawet gdyby wam się oczy przymykały. Wtedy macie świadomość niezwykłej obecności Matki Najświętszej, bycia w Jej objęciu. Gdy dziecko jest w takim objęciu Matki, niczego się już nie boi i zasypia spokojnie.

Jeszcze raz chcę wspomnieć moje doświadczenie w Neapolu, gdy stanąłem pierwszy raz przed opętaną kobietą, która mówiła po polsku, nigdy się tego języka nie ucząc. Powiedziała mi o wielu sprawach z mojej przeszłości, przypomniała moje grzechy i słabości z podaniem ich dnia i godziny. Nie miałem wówczas żadnej zgody na egzorcyzm, nie umiałbym nawet poprowadzić takiej modlitwy, więc moje myśli pobiegły do Matki Bożej. Zacząłem się modlić: Przyjdź, niech moje ręce będą Twoimi rękami, proszę Cię, wyproś łaskę uwolnienia dla tej kobiety. Odmówiłem Zdrowaś Maryjo – i nic więcej, a kobieta ta została uwolniona. Po dwóch latach jej mąż zatelefonował do mnie, by powiedzieć,  że zły duch już nie powrócił.

Mówiłem o tym zdarzeniu na spotkaniu z egzorcystami – stwierdzili, że bywają takie ingerencje Matki Bożej. Różaniec jest więc modlitwą, która winna stać się w obecnym czasie codziennością – jak chleb potrzebny do życia. Sprawia też, że człowiek nie odczuwa lęku, uspokaja się nawet w momencie ataku złego ducha. Pamiętam, gdy wracając ze spotkania modlitewnego w Castiglione na północy Włoch jechałem autostradą w stronę Bolonii. Było to popołudniu, w samochodzie były jeszcze dwie osoby. Doświadczyliśmy ataku złego, jego demonstracji i jego obecności. Nagle poczuliśmy niezwykle intensywny odór zgaszonego papierosa. Coś zaczęło mnie dusić – jechałem z prędkością 120 km na godzinę, mając samochody za i przed sobą. Nie mógłbym wyhamować. Byłem jak sparaliżowany. Wykrztusiłem tylko: mówcie różaniec. Nagle zobaczyliśmy, jak spod kół jadącego przed nami auta wyleciała odcięta głowa zwierzęcia. Zmierzała w szybę, w moim kierunku, jednak jakaś siła skierowała ją w dół tak, że odbiła się od tablicy rejestracyjnej. Oczywiście w samochodzie odczuwaliśmy obecność złego ducha. Jadące ze mną osoby zaczęły ze strachu płakać. Ja zacząłem się modlić. – Mówmy różaniec – powiedziałem. Im więcej mówiliśmy Zdrowaś Maryjo, tym robiło się spokojniej. Musieliśmy się zatrzymać przy stacji benzynowej. Zobaczyłem, że tablica rejestracyjna jest wgnieciona. Po przyjeździe do Rzymu zaskoczyło mnie, gdy przed domem zobaczyłem, że po uszkodzeniu nie ma śladu. Tak różaniec przyniósł nam pokój i ukojenie serc.

Mocy różańca doświadczyłem także przebywając wiele lat temu na Ukrainie, w mieście Winnica. Walczyliśmy tam o oddanie katolickiego kościoła, z którego zrobiono salę koncertową. Był to już prawie koniec reżimu. Wymyśliłem, że do świątyni wejdziemy podstępem: kupimy bilety jak na koncert i tam już zostaniemy. Pamiętam 13 kobiet, staruszek, które się zgłosiły, że pójdą tam ze mną. Było to dzień 4 sierpnia, św. Jana Vianeya, którego prosiłem o siłę. Weszliśmy do środka z biletami i zeszliśmy w podziemia, powiadamiając wszystkich, że stamtąd nie wyjdziemy. Było tam kompletnie ciemno. Kościół otoczyło wojsko i policja. W pewnym momencie chwyciliśmy się za ręce i zaczęliśmy się modlić na różańcu. Mijał lęk i przychodziła radość, że jesteśmy razem, że możemy walczyć o dom Boży. Nie wiedzieliśmy, co się z nami stanie, ale pamiętam pytanie tamtych staruszek, świadków wiary z Ukrainy: Ojczenka, gotoweśmy umrzeć tej nocy dla Jezusa. A ty?

Jakże mogłem odpowiedzieć inaczej niż słowami: Razem z wami…To różaniec dodaje odwagi, by nie uciec, nie zdezerterować, nie zaprzeć się i by nie zwątpić, że ta najlepsza Matka jest obok.

Tamtej nocy w Winnicy nie zapomnę do końca życia. Tamtego różańca, który był Światłem. Wszyscy czuliśmy wielką jasność. Do tego stopnia, że nie mogliśmy sobie uświadomić, czy tam rzeczywiście było ciemno. Kto mówi różaniec, ma wciąż to Światło.

 

Ks.Jarosław Cielecki
tekst publikowany w miesięczniku Egzorcysta oraz w “Dzienniku Polskim”.

1 Comment

  1. by Basia on 17 października 2014  17:34

    Dziekuje za to swiadectwo Obecnosci Matki przy nas malych. Wlasnie uswiadomilam sobie, ze u mnie w domu jest wiele zepsutych rozancow... A ja myslalam, ze to "przypadki". Z Panem Bogiem, Basia

Leave a reply

Your email address will not be published.